Powrót

Dlaczego PiS nie zważa na straty medialne, czyli o kosztach w strategii komunikacji

 

 

Trwa medialny kryzys wokół powołania nowych członków Trybunału Konstytucyjnego. PiS z niespotykaną dotąd determinacją realizuje swój scenariusz, nie zważając na polityczne, a co za tym idzie, sondażowe koszty. Pytanie skąd tak duża determinacja i jak duże straty polityczne poniesie? Kto najbardziej korzysta na tym sporze i dlaczego? I chyba najważniejsze pytanie, które obecnie zadaje sobie opozycja – czy jest sposób, żeby zatrzymać PiS i jak tego dokonać?

 

Istnieje kilka powodów takiej, a nie innej strategii działania PiS.

 

  • Tak duża determinacja Jarosława Kaczyńskiego w realizacji zmian osobowych w składzie TK wskazuje, że ma on dokładnie przemyślaną wizję rządów PiS i wie, że do jej realizacji potrzebuje mieć kontrolę nad całym procesem legislacyjnym. Taktyka działania wskazuje również na to, że 8 lat opozycji Jarosław Kaczyński wykorzystał do przemyślenia wszystkich błędów, które popełnił w latach 2005-2007. Dla poczucia, że ma w ręku wszystkie karty, które są konieczne do realizacji jego politycznego planu jest w stanie ponieść nawet pewne koszty polityczne, zwłaszcza, że to początek kadencji. Jednym słowem wygląda na to, że przyjął założenie, iż gra o TK jest warta tych kosztów.
     

  • PiS wchodząc w spór dotyczący TK nie przewidział, że będzie on trwał tak długo. Jednak im dłużej trwa medialny kryzys wokół tematu TK tym trudniej PiS-owi będzie zrezygnować z przyjętej strategii działania. Dlaczego? Bo skoro poniósł już koszty polityczne swojego działania to byłoby nielogiczne gdyby teraz zrezygnował „z zysku” tej inwestycji politycznej. To trochę przypomina determinację, z jaką PO przeprowadzała zmiany dotyczące OFE, z tym, że PO straciło wtedy sporo w sondażach. Dlaczego PiS jak narazie nie traci?
     

  • Głównie dlatego, że w odróżnieniu od PO i zmian OFE, PiS sporem dotyczącym TK zyskuje a nie traci w oczach swojego elektoratu. Oczywiście być może straci w gronie umiarkowanego elektoratu, który w tych wyborach zdecydował się głosować na Andrzeja Dudę, a potem „PiS w wersji light” (pisałem o tym w ostatnim tekście), ale dziś to większe zmartwienie dla Prezydenta Dudy niż Jarosława Kaczyńskiego. To ten pierwszy do swojej reelekcji potrzebuje dużo szerszego elektoratu niż elektorat PiS. Zresztą świadomość tego problemu widać w jego taktyce działania w ostatnich dniach.Zarówno konsultacje z liderami klubów, jak i orędzie odbieram właśnie jako próbę zbudowania takiego listka figowego, który trochę zneutralizuje realny wymiar jego decyzji.
     

  • Przy okazji zauważyć należy, że jeśli taka była intencja jego działania to taktyka, którą dobrał była przeciw skuteczna. Popełnił bowiem klasyczny błąd strategii komunikacji. Mówiąc językiem PR „więcej obiecał niż dostarczył”. To zresztą bardzo częsty błąd w strategii komunikacji popełniany przez polityków. W przypadku PAD zarówno ogłoszone konsultacje, jak i zapowiedź orędzia odebrana została przez media i sprytnie wykorzystana przez opozycję, jako lekko uchylone drzwi do innej decyzji niż by to wynikało, biorąc po uwagę korzenie polityczne Andrzeja Dudy. W ten sposób PAD sam zbudował napięcie i medialne oczekiwanie zatrzymania „zamachu na TK” i tej nieświadomie rozbudzonej „obietnicy” nie dotrzymał. To właśnie dlatego w dużej mierze to on poniósł polityczne koszty całej operacji PiS, bo skupił na sobie rozczarowanie.
     

  • Warto zauważyć, że obszar, wokół którego toczy się spór nie dotyka zwykłego Kowalskiego. Spokojnie może on wyłączyć telewizor i odciąć się od zmian, które przeprowadza PiS. Nic się w jego życiu nie zmienia. Dlatego koszty są mniejsze niż gdyby spór dotyczył portfela Kowalskiego. Oczywiście wzbudza falę niezadowolenia, ale jest ono znacznie mniejsze niż choćby sprawa ACTA w czasach rządów PO, mimo że tym razem sprawa dotyczy podstaw funkcjonowania państwa.
     

  • Jeśli wziąć pod uwagę tylko i wyłącznie twardy elektorat PiS strategię sporu wokół TK można postrzegać nawet w kategoriach „win-win”. Niezależnie bowiem od finału sporu całą historię zawsze można politycznie wykorzystać. Znamy już polityczne uzasadnienie działań PiS zmierzających do zmiany składu osobowego TK. PiS argumentuje to koniecznością uzyskania politycznego balansu, co w opowieści skierowanej do elektoratu PiS nazywane jest „odbiciem TK z rąk opozycji”. Jak widać argument prosty i bardzo emocjonalny. Jeśli zaś PiS-owi nie uda się zmienić składu osobowego TK w stopniu, jaki sobie założył, każde orzeczenie TK uznające ustawy wprowadzane przez PiS za niekonstytucyjne, tłumaczone będzie jako działanie polityczne TK, który wciąż jest „w rękach opozycji”.
     

Opozycja ma spory problem z działaniem PiS. Z jednej strony wyraźnie widać, że korzysta na tym Nowoczesna. Po pierwsze dlatego, że Ryszard Petru ma większą wiarygodność wynikającą z efektu świeżości. Jego krytyka działań PiS brzmi zupełnie inaczej niż krytyka PO, która w oczach mediów i części wyborców robiła to zbyt często i nieadekwatnie. Dziś PO ma w tym obszarze wiarygodność podobną do wiarygodności chłopca z bajki Ezopa, który zbyt często krzyczał, że wilk zbliża się do stada owiec. To dlatego Nowoczesna ma w tym obszarze większą przychylność mediów i jej krytyka jest odbierana jako bardziej uzasadniona.

Po drugie, dzięki walce o TK Nowoczesna zyskała pewien ideowy wymiar. Wcześniej postrzegana była bardziej jako partia technokratyczna. Oczywiście otwartym pozostaje pytanie czy na trwałe. Determinacja, tempo i moment, w którym swój scenariusz realizuje PiS (początek kadencji) sprawia, że opozycja stoi przed dylematem jak mocno reagować, żeby nie wpaść w pułapkę inflacji słów i „nie wystrzelać się” z argumentów, które mogą przydać się w późniejszym okresie.

 

Co w takim razie powinna dziś zrobić opozycja? Jaką strategię przyjąć wobec działań PiS? Wydaje się, że jedyna sensowna to strategia „długiego marszu” i działań wielopłaszczyznowych i wielonarzędziowych. Trochę podobna do strategii, jaką PiS realizował w ostatnich latach będąc w opozycji. Obrazowo można powiedzieć, że dla dzisiejszej opozycji „zamach na TK”, ale raczej rozszerzony do historii „zamachu na demokrację” może pełnić podobną rolę, jaką dla twardego elektoratu PiS pełnił „zamach smoleński”. Stanowił on polityczne uzasadnienia działania PiS i był podstawą komunikacji na wielu frontach, w wielu kanałach i z wykorzystaniem wielu narzędzi. Dziś taka ciężka praca czeka opozycję. Ostatnie dni pokazały, że kluczowe w powodzeniu tej strategii może być rozbijanie monolitu obozu PiS, najlepiej poprzez wykorzystanie faktu, że na dłuższą metę PAD – w odróżnieniu od PiS – musi troszczyć się o dużo szerszy elektorat.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Please reload

Powiązane artykuły

Please reload