Ekspert ds. strategii komunikacji 

i zarządzania kryzysami wizerunkowymi

  • LinkedIn Social Icon
  • Twitter Social Icon

+48 609 791 615

 

ul. Teligi 5/8

02 - 777 Warszawa

www.winstone.pl

All rights reserved © 2017 by Szymon Milczanowski

Wykształcenie

Odkąd pamiętam interesowałem się komunikacją, polityką, historią i zarządzaniem. Miałem więc wielki kłopot jakie studia wybrać. Po wielu namowach taty zdecydowałem się na studia prawnicze.

To nie był idealny wybór. Już na drugim roku wiedziałem, że oprócz prawa konstytucyjnego nic mnie w tym kierunku nie pociąga. Pod koniec drugiego roku zaangażowałem się więc w samorząd studencki. Dzięki temu zdobyłem doświadczenie w zarządzaniu i public relations. W samorządzie pełniłem funkcję rzecznika prasowego samorządu. Poza tym stworzyłem Sprawne Biuro Prawne, które świadczyło porady prawne dla studentów oraz organizowałem koncerty i imprezy kulturalne. Samorząd tak mnie wciągnął, że po roku zostałem jego szefem. To była dobra szkoła zarządzania - wizerunkiem i 120-sto osobowym zespołem wspaniałych wolontariuszy. Przyjaźnie z tamtych czasów przetrwały do dziś.

A co z prawem? Wykształcenie prawnicze bardzo pomaga mi dziś w pracy. Bardzo często moim zadaniem jest zbudowanie strategii komunikacji w związku z dużym sporem prawnym, albo szybkie znalezienie rozwiązania w sprawach, w których mechanizmy prawne mają duże znaczenie. Ale kiedy dziś ktoś mnie pyta, dlaczego skończyłem prawo odpowiadam: skończyłem, bo zacząłem.

Doświadczenie zawodowe

Okres tuż po studiach nie należał do najłatwiejszych, a ja uporczywie i trochę irracjonalnie broniłem się przed wyjazdem do Warszawy. Dlatego podjąłem się zlecenia, na które po latach patrzę, jako na dobrą szkołę zarządzania kryzysowego. Moim zadaniem było zrestrukturyzowanie małego lokalnego wydawnictwa, spłacenie długów oraz zreformowanie i zarządzanie redakcją gazety lokalnej, która była głównym produktem tego wydawnictwa. Projekt trwał 15 miesięcy. Obok szkoły zarządzania w kryzysie zdobyłem kolejne doświadczenie w komunikacji. Po zakończeniu projektu podjąłem się jeszcze koordynacji kilku projektów w dużych organizacjach pozarządowych, poznając świat trzeciego sektora. To był czas, w którym wciąż broniłem się przed wyjazdem do stolicy.

 

Ostatecznie – w związku z trudną sytuacją na rynku pracy – w styczniu 2006 roku zdecydowałem się na wyjazd do Warszawy i rozpocząłem pracę w Departamencie Komunikacji Społecznej Narodowego Banku Polskiego. Początkowo byłem odpowiedzialny za projekty edukacji ekonomicznej realizowane w formule współpracy z mediami i dziennikarzami. Po trzech miesiącach dostałem dodatkowe zadania i wszedłem w skład zespołu Prasowego NBP. Dzięki temu zdobyłem doświadczenie, kontakty i wiedzę z obszaru gospodarki i ekonomii. Praca w NBP była przełomowa. W zespole byłem postrzegany jako specjalista od tematów trudnych i kryzysowych. To tutaj stawiałem pierwsze profesjonalne kroki na ścieżce PR kryzysowego ucząc się fachu od Przemka Kuka, Karola Smoląga i przede wszystkim Filipa Wojciechowskiego.

 

W 2008 roku przeniosłem się na drugą stronę ulicy Świętokrzyskiej i rozpocząłem pracę na stanowisku zastępcy dyrektora Biura Ministra nadzorując pracę 21-osobowego zespołu odpowiedzialnego za komunikację społeczną całego resortu finansów. Z konieczności też, przez 2 miesiące wypowiadałem się w mediach w imieniu Ministerstwa Finansów i jednocześnie poszukiwałem nowego rzecznika prasowego. Z jednej strony był to sentymentalny powrót do czasów, kiedy pełniłem funkcję rzecznika samorządu studentów, z drugiej - solidna lekcja pokory i nauczka na całe życie. Jak trudna i odpowiedzialna jest praca rzecznika prasowego (i jak daleko mi do tego, żeby nauczyć się koniecznego warsztatu) zrozumiałem dopiero, kiedy mogłem obserwować w działaniu rewelacyjną Magdę Kobos. Dobrze, że w porę zrozumiałem, że nigdy nie będę w tym dobry.

 

Oprócz zarządzania zespołem, które zawsze mnie pociągało i dawało mi wiele satysfakcji, wziąłem na siebie kwestie dotyczące strategii komunikacji i kryzysów, a tych resort finansów dostarcza jak żaden inny. To tu po raz pierwszy pomyślałem, że doradztwo strategiczne i zarządzanie kryzysami to może być pomysł na biznes. Mając wizję tego co chcę robić, latem 2011 roku zdecydowałem się odejść z pracy w Ministerstwie Finansów i we wrześniu założyłem swoją własną agencję. Do dziś jej specjalizacją jest doradztwo w kryzysach wizerunkowych.

 

Kryzysy to mój żywioł. Towarzyszą mi całe życie. To w nich najlepiej się sprawdzam. Im większy, trudniejszy i bardziej wymagający projekt - tym większa adrenalina i satysfakcja. Kiedy inni tracą zimną krew, ja jestem w swoim żywiole.

Kryzys to szansa

Doświadczenie, którego nabrałem w trakcie pracy w Ministerstwie Finansów sprawiło, że w latach 2011-2015 jednym z moich klientów w obszarze gaszenia pożarów wizerunkowych była Platforma Obywatelska. Polityka to przecież permanentny kryzys, a partia polityczna, podobnie jak firmy komercyjne codziennie mierzą się z wyzwaniami komunikacyjnymi i pożarami medialnymi, które ich przerastają. Na zachodzie taki serwis wizerunkowy dostarczany partiom politycznym to powód do dumy. W Polsce wciąż jeszcze wizerunkowa kula u nogi.  

Od początku działalności nastawiłem się jednak na budowanie portfela klientów komercyjnych. Zdawałem sobie bowiem sprawę, że to projekty dla sektora prywatnego stanowią o wiarygodności i marce każdej agencji PR. Od niedawna kontynuuje pracę dla sektora prywatnego wspólnie z moim przyjacielem i wspólnikiem – Adamem Juhanowiczem.

 

Polityka – bagaż doświadczeń, ale jednak bagaż

Miałem okazję pracować przy najtrudniejszych projektach kryzysu wizerunkowego z obszaru polityki i dzięki temu, poznać od kuchni, mechanizmy funkcjonowania kraju w bardzo wielu obszarach. Takie unikalne doświadczenie, połączone z wcześniejszą praktyką w zarządzaniu i public relations, bardzo przydaje mi się w projektach komercyjnych.

Moim celem i zasadą działania było zawsze profesjonalne dbanie o wizerunek klientów bez względu na to czy to partie polityczne czy firmy komercyjne. Starałem się nie wychodzić z roli zewnętrznego konsultanta. Zachować dystans i osobiście nie angażować w politykę. Niestety w Polsce nie ma jeszcze przestrzeni na takie działanie. Marzy mi się, aby kiedyś usługi PR realizowane dla polityków były traktowane tak samo jak usługi dla sektora prywatnego. Tak jest na zachodzie. Niestety w Polsce polityka, w takim samym stopniu, w jakim może być pasją, jest też balastem.

Ponad rok temu podjąłem decyzję, żeby skupić się tylko na komercyjnych projektach i dzięki temu dziś mogę, bez narażenia się na zarzut konfliktu interesów i w poczuciu zdrowego dystansu, analizować i opisywać kuchnię polityki. Może kiedyś rynek ten będzie - na wzór amerykański – rynkiem uczciwego pojedynku wynajętych fachowców.

Działalność społeczna

Od jakiegoś czasu męczyła mnie też myśl, że nawet jeśli jestem dobry w tym co robię - a mam tu okresy większego i mniejszego samozadowolenia - to najważniejsze pytanie na jakie muszę sobie odpowiedzieć jest takie, czy to co robię, jest dobre.

Właśnie dlatego zastanawiałem się nad tym, czy całkowicie nie zmienić profesji. To zresztą myśli, które krążą po głowie każdemu, kto zajmuje się tzw. PRem. Poczucie, że niewiele po sobie pozostawiasz, a miarą Twojego talentu jest ilość wzmianek prasowych nie jest budująca. Po jakimś czasie zrozumiałem jednak, że nie muszę zmieniać zajęcia. Moje umiejętności, doświadczenie i znajomości mogą służyć dobrej sprawie. Mogę pomóc w czymś naprawdę dobrym, a ilość wzmianek prasowych może mieć realną wartość liczoną w innej walucie niż pieniądze.

Właśnie dlatego zacząłem angażować się w pomoc osobom i organizacjom, które chcą pomóc innym, a których nie stać na profesjonalny PR. 

Zaczęło się od akcji #OcalicOkoOlka, potem była wciąż trwająca akcja #RazemDlaKamila oraz pomoc nurkom, którzy pomagając w rehabilitacji niepełnosprawnych intelektualnie poprzez nurkowanie #PojącGłebie.  A to dopiero początek.

Prywatnie

Ani zarządzanie kryzysowe, ani polityka, ani inne pasje nie zajmują jednak większości mojego czasu i serca. Monopol na to mają moje dwie rezolutne i nad wyraz wygadane córki - Iga i Lena...

a od Bożego Narodzenia 2018 dołączył do nich Franciszek.